Od jakiegoś czasu z własnej inicjatywy rozpocząłem cykl spotkań z nauczycielami które mają na celu przybliżenie im świata młodych ludzi, którzy działają w świecie cybernetycznym. Po każdym takim spotkaniu widziałem przerażenie w oczach nauczycieli oraz głosy, że trzeba coś z tym zrobić… ale co?

Nie jestem belfrem czy jakimś psychologiem – nawet tego nie lubię. Jestem tatą i mam czwórkę dzieciaków, które dopiero zaczynają swoje życie społeczne. Nie jestem w stanie spierać się z psychologami, psychiatrami czy innymi naukowcami zajmującymi się zachowaniem społeczności czy samego człowieka jako jednostki. Jestem człowiekiem, który pamięta początek Internetu – początek komputerów w domu. Jestem specjalistą IT, programistą i jednym z moich ulubionych tematów jest cyberbezpieczeństwo. Jestem też wiecznym dzieciakiem, w którego życiu nadal pojawiają się gry komputerowe, oglądam seriale VOD, filmy… mam doświadczenie zarówno jako specjalista ale też i dzieciak – pomimo wieku, jestem w grupach wirtualnych, gdzie pojawiają się dzieci – rozmawiam z nimi, gram. Dlatego poczułem, że powinienem coś powiedzieć – mam taki mały mandat przyzwolenia i tak zwyczajnie nie mogę patrzeć na to, co się dzieje.

źródło: https://cdn.galleries.smcloud.net

I co mamy? Super komputery w kieszeni, coraz bardziej ograniczony kontakt z bliskimi , dzień i noc Facebooka, Twittera, Snapchata, Youtuba… i masę ludzi, którzy otwierają swoje życie dla innych w sieciach społecznościowych – pokazując wszystkie swoje wady i zalety, swoje upadki i sukcesy, rodzinę, dzieci, partnerów – czasem bez opamiętania. Dobrze jak robią to z rozmysłem, źle, gdy przekraczają pewne granice. Czy dorośliśmy do tego? Jaki przykład z nas mają Ci, którym powinniśmy pokazać jak wygląda życie? Jaki przykład dajemy swoim dzieciom? Jak one mają sobie z tym poradzić gd sami nie potrafimy sobie poradzić ze światem i życiem cyberprzestrzeni?

Pytań jest wiele… odpowiedzi mało.

Zabierałem się do pisania na swoim blogu o cyberprzemocy i ogólnie o przemocy pomiędzy dziećmi o zagubieniu dzieci w tym świecie i o tym jak rodzice na to przyzwalają. Długo nie mogłem się przemóc. Stała się kolejna tragedia młody chłopak zabija w szkole kolegę i nie ma znaczenia o co poszło – zabił! to było jedyne rozwiązanie jego problemów jakie spotkał – wielka tragedia dla rodziców obu chłopców. Zawiedli rodzice, zawiodła szkoła, zawiódł system…  i stwierdziłem, że nie można dłużej czekać – muszę dodać swoje 5 groszy – może przeczyta to jakiś rodzic i zareaguje, zastanowi się.

Jestem przedstawicielem ostatniego pokolenia, które bawiło się na podwórku (lub polu – w zależności od lokalizacji), łaziliśmy po rowach, umorusani, bawiliśmy się na trzepakach, nie mieliśmy zmyślnych zabawek – czasem to była zwykła guma do skakania (dla dziewczyn) piłka dla chłopców. Był berek, podchody… biegaliśmy po budowach – nikt nie zwracał uwagi, że chodzimy sami po mieście – byliśmy szczęśliwi. W TV był jeden program, który nadawał tylko rano i wieczorem – jedna bajka o 19:30 kilkuminutowa. Pomyśleć, że to było nie tak dawno temu i co ważne mieliśmy kolegów i koleżanki.

Teraz dzieci mają wszystko: lego (w ilościach ogromnych), smartfony, tablety, komputery.  Od zabawek w sklepach półki się uginają, 99 kanałów w telewizji – brutalne bajki i filmy no i mają …. internet do woli, a co ważne – bez ograniczeń.

Nie mają jednak czegoś… autorytetów. Tych pierwszych najważniejszych jakimi są rodzice – którzy ciągle pracują, babć i dziadków, którzy nie mają czasu dla swoich wnuków, bo spełniają swoje młodzieńcze braki i marzenia. Mają za to pseudocelebrytów, patostreamerów, telewizję z jej patologicznymi serialami czy programami pokroju Big Brother, Internet, głupie filmy w Internecie i ich autorów oraz głupie gry. Nie ma już gier, na których ja się wychowywałem (Montezuma, Bulder Dash…) – teraz jest np. Fortnite, której jedynym celem jest zabić innego gracza, a żeby było fajniej to najlepiej za kasę od mamy kupić lepszy gadżet – nie wiem czy wtedy zabijanie jest fajniejsze?

Nie jestem perfekcyjnym tatą i wiele mogę sobie zarzucić, bardzo dużo pracuję i jednak w tym wszystkim staram się interesować życiem moich dzieci – rożnie mi się to udaje i dobrze, że mam wspaniałą żonę i mamę dla naszych dzieci, która jest! prawdziwą mamą! (może namówię ją na pisanie swojego bloga o mamie). Od chwili, gdy się urodziło każde z moich dzieci wieczory są moje – od urodzenia każdym maleństwem się zajmowałem – kąpiel była tylko dla taty! potem było usypanie razem 🙂 i tak to trwało, aż zaczęły się same myć. A gdzie Ty mamo i tato byłeś wtedy? Na kontrakcie za granicą? czy może coś innego ważniejszego było do zrobienia, a żona sama z maleństwem? albo tato?

Wróćmy jednak do początku – przemoc wśród dzieci.

Źródło: m.wm.pl

Często słyszę w rozmowach jak mi inni mówią, że teraz młodzież jest okropna, wulgarna, agresywna i że taka była zawsze. Nie jest to prawda! Nigdy nie była i nie jest. Krytykując swoje dzieci – krytykujemy siebie… To my rodzice, ją taką stworzyliśmy – jak?

Odpowiedzi mogą być różne… kiedy daliśmy dziecku pierwszy telefon? … kiedy dostał pierwszy komputer? … czy widzieliśmy co dzieciak ogląda w Internecie? co robi? z kim się kontaktuje? ile godzin siedzi? co ogląda w telewizji? gdzie jest odpowiedzialność dziecka za swoje przewinienia? jakie ma obowiązki? i tu nie chodzi o setki zajęć pozaszkolnych – pytań można mnożyć – pewnie psychologowie mi zarzucą wiele – ale nie mam zamiaru się z nimi wdawać w dyskusję na tym etapie.

Kiedyś naszło mnie, aby zostać nauczycielem – w sumie mogę bo do tego zawodu potrzeba mi tylko kursu pedagogicznego – chęci miałem do chwili aż zobaczyłem podręcznik syna z podstawówki z informatyki i techniki – naszło mnie jedno pytanie: co się stało z tą szkołą? Gdzie są zajęcia, które mają nauczyć życia tego młodego człowieka? Ja, jak miałem lekcje w podstawówce – to na technicznych zajęciach nie uczyliśmy się jak mijają się samochody czy jak zbudowany jest rower – z książki – tego uczył tato. Robiliśmy kanapki, bawiliśmy się w młodego chemika, wbijaliśmy gwoździe czy budowaliśmy karmniki dla ptaków – fakt, że ciężko było młotek utrzymać w ręce, że palce poobijan,e ale była satysfakcja – udało się! Co ma do zaoferowania teraz szkoła za wyjątkiem szablonów, klucza i materiału, który musi być zrobiony wg kalendarza. Co ma być atrakcyjnego w szkole dla tego młodego człowieka?

Odpowiem Wam – nic.

Wyrównujemy to wszelkimi zajęciami pozalekcyjnymi, dzieci pracują często ciężej jak my. Szkoła, zajęcia – zadania domowe i nauka na kolejny dzień, a Ty? Praca… dom i tyle. Zastanów się rodzicu, gdzie w tym jest dzieciństwo? Gdzie przemęczone dziecko ma wylewać swoje złości i frustracje? Gdzie jest czas na najzwyklejszą zabawę i bycie dzieckiem?

Mam nadzieję, że czytając wyłapujecie pierwsze powody późniejszych zachowań negatywnych u dzieci…

Za moich czasów, gdy w klasie czy to w szkole podstawowej czy średniej ktoś komuś zrobił przykrość czy chciał dokuczyć zamykało się to w 4 ścianach klasy najwyżej pomiędzy 40 osobami (tak moja klasa podstawówki miała 42 osoby) – gdy pokłóciłem się z kolegą sprawy wyjaśnialiśmy za szkołą wracaliśmy z podbitymi oczami, ale następnego dnia wszystko wracało do normy – często obaj z wyrzutami sumienia. Najgorsze było to jak nauczyciel wuefu nas złapał – w szatni raz po takiej akcji dostałem pałką po ręce, a gdy tato zobaczył rękę w domu to i pasek szedł w ruch. Teraz mu za to dziękuję.

Teraz?

Teraz wszystko rozgrywa się na Facebooku, Snapchacie czy innej grupie zamkniętej, do której dorośli nie mają dostępu. Teraz widzi to nie 40 osób  tylko 100, 200, 1000 …. cała szkoła. Seksting, fałszywe profile na Facebooku, filmiki kompromitujące rówieśników, fotki wysyłane przez dziewczęta do chłopców – te same fotki potem krążą po sieci, filmiki, memy – tak! memy to też forma znęcania się. Szantaż, wyzwiska, życzenia śmierci… wszystko online. Najgorsze w tym jest to, że ofiara może nie znać swojego kata, że kat robi to bez powodu, ustawicznie dla fun’u i poklasku rówieśników (klakierów) . Tak można wymieniać i wymieniać. Pamiętacie Amandę Todd? Czy filmiki na Youtubie dziewczyn które się biją, a reszta to nagrywa? Takich historii jest wiele. Niestety… i tu wracamy do dzisiejszej tragedii w szkole.

My dorośli musimy się zatrzymać… zastanowić nad sobą i pomóc najmłodszym wejść w to cyber-życie tak, aby oni się nie zatracili. Musimy im mówić, co jest złe i co ważne, stawiać granice i wymagać. Nie wolno nam puszczać ich samemu w ten świat – na pewno się zatracą.

Myślę, że tematu nie wyczerpałem – to pierwszy wpis tego typu… taki początek dyskusji. Kolejne się na pewno pojawią i to już wkrótce.